Spojrzenie duszy – A.W. Tozer

Rozważania

„Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją udoskonala”. (Hebr.12.2a)

Pomyślmy znów o naszym zwykłym, rozsądnym człowieku, wspomnianym w szóstym rozdziale, który po raz pierwszy czyta Pismo Święte. Bierze do ręki Biblię nic nie wiedząc o jej zawartości. Nie ma żadnych uprzedzeń; niczego nie chce dowieść i niczego bronić.

Taki człowiek nie musi długo czytać, by jego umysł zaczął zauważać pewne prawdy występujące na stronicach Biblii. Są to duchowe zasady ukryte w opisie, jak Bóg postępował z człowiekiem, wplecione w pisma świętych ludzi „kierowanych Duchem Świętym”/2Ptr.1.21/. Gdy będzie czytał dalej, być może będzie chciał wyliczyć te prawdy, w miarę, jak będą stawały się dla niego zrozumiałe, a każdą prawdę krótko podsumować. Streszczenia te będą stanowić podstawy wiary biblijnej. Dalsze czytanie nie zmieni tych prawd, tylko powiększy je i umocni. W ten sposób taki człowiek będzie odkrywał to, czego Biblia rzeczywiście uczy.

Najważniejszą z rzeczy, o których mówi Biblia, jest nauka o wierze. Ogromna ważność nadawana wierze przez Biblię będzie czymś zbyt oczywistym, by ten człowiek mógł to pominąć. Prawdopodobnie dojdzie on do wniosku, że wiara jest najważniejsza w życiu człowieka. Bez wiary nie można podobać się Bogu. Wiara pozwoli mu osiągnąć wszystko, zawiedzie go wszędzie w Królestwie Boga, natomiast bez wiary nie może być mowy o zbliżeniu się do Boga, o przebaczeniu, o uwolnieniu, o zbawieniu, o wspólnocie, ani o duchowym życiu.

W międzyczasie nasz przyjaciel dojdzie do jedenastego rozdziału Listu do Hebrajczyków, i nie zdziwi go wymowna pochwała wiary. Przeczyta o tym, jak Paweł mocno broni wiary w Liście do Rzymian i do Galatów, a potem, gdy zacznie studiować historię Kościoła, pojmie zadziwiającą siłę nauczania Reformatorów, którzy wskazywali na centralne miejsce wiary w religii chrześcijańskiej.

Skoro wiara jest tak życiowo ważna, jeśli jest niezbędną koniecznością w szukaniu Boga, wówczas powinno być czymś całkiem naturalnym głębokie zastanowienie się, czy posiadamy ten najcenniejszy dar, czy też nie. A nasze umysły prędzej czy później, nieuchronnie zaczną dociekać, jaki jest charakter wiary. Sprawa: „Czym jest wiara?”, pojawi się wraz z pytaniem: „Czy ja mam wiarę?”, i będziemy szukali odpowiedzi, gdzie można ją znaleźć.

Prawie wszyscy kaznodzieje i autorzy na temat wiary mówią podobne rzeczy. Mianowicie, że to oznacza zaufanie obietnicy, że to jest branie Boga za słowo, że jest to uznawanie Biblii jako prawdy i trzymanie się tego. Reszta książki czy kazania jest zwykle opisem życia ludzi, których modlitwy zostały wysłuchane jako rezultat wiary. Te wysłuchane modlitwy są w większości przypadków darami o naturalnym i czasowym charakterze, takimi, jak zdrowie, pieniądze, opieka, sukces w pracy. Zdarza się też, jeśli nauczyciel ma skłonność do filozofii, że może obrać inną drogę i wprowadzić nas w galimatias metafizyki, czy też zasypać nas psychologicznym żargonem, jak to on określa sprawę lub jakie znaczenie nadaje tym lub innym określeniom, obskubując chudy włos wiary coraz cieniej i cieniej, aż w końcu zupełnie zaniknie zgolony w tej pajęczynie. Gdy skończy swój wywód, wstajemy rozczarowani i wychodzimy „przez te same drzwi, przez które weszliśmy”. Z pewnością musi jednak istnieć coś lepszego.

Pismo Święte praktycznie nie podejmuje żadnego wysiłku, by zdefiniować wiarę. Z wyjątkiem składającej się z kilkunastu słów definicji w Liście do Hebrajczyków 11.1, nie znam żadnej biblijnej definicji, a nawet tam wiara określona jest w sposób użytkowy, a nie filozoficzny. Znaczy to, że jest to zdanie mówiące, czym jest wiara w działaniu, a nie czym jest w swej zasadzie. Zakłada obecność wiary i ukazuje jej skutki, a nie mówi czym jest. Mądrze więc będzie poprzestać na tym i nie próbować iść dalej. Wiemy, skąd się bierze i w jaki sposób przychodzi: „Wiara jest darem Boga” i „Wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest Słowo Chrystusa”./Rzym.10.17/. Staje się to wyraźniejsze, gdy sparafrazujemy słowa Tomasza a’ Kempisa: „Bardziej doświadczałem wiary niż znałem jej definicję”.

Od tego momentu, gdy w tym rozdziale pojawią się słowa „wiara jest” lub wyrażenie równoważne, proszę, aby one były rozumiane w odniesieniu do tego, czym jest wiara w praktycznym doświadczeniu wierzącego człowieka. W tej chwili pomijamy sprawę definicji i traktujemy wiarę jako coś, czego można praktycznie doświadczyć. Nasze myśli będą miały charakter praktyczny, a nie teoretyczny.

W dramatycznym opowiadaniu z Księgi Liczb widać wiarę w praktycznym działaniu. Izrael był zniechęcony, szemrał przeciwko Bogu i Bóg posłał im jadowite węże, „które kąsały ludzi, tak że wielka liczba Izraelitów marła”. Wtedy Mojżesz szukał Pana z tego powodu, a On usłyszał i dał lekarstwo na ukąszenie węży. Rozkazał Mojżeszowi uczynić węża z miedzi i umieścić go na drzewcu, tak by go wszyscy wiedzieli. „Wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu”. Mojżesz usłuchał i stało się, „jeśli kogo wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża miedzianego zostawał przy życiu”. /Lb.21.4-9/

W Nowym Testamencie ten ważny fragment historii został nam wyjaśniony przez najwyższy Autorytet, przez samego Pana Jezusa Chrystusa. Jezus wyjaśnia Swym słuchaczom, jak można. osiągnąć zbawienie. Mówi im, że staje się to przez wiarę. Aby to wyjaśnić, odwołuje się do wspomnianego wydarzenia opisanego w Księdze Liczb: „A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy… nie zginął, ale miał życie wieczne”. /Jn.3.14-16/

Nasz zwykły człowiek czytając to mógłby dokonać ważnego odkrycia. Zauważyłby, że słowa „spojrzy” i „uwierzy” są synonimami. „Patrzenie” na Starotestamentowego węża jest identyczne z wierzeniem w Nowotestamentowego Chrystusa. To znaczy, że patrzenie i wiara jest jedną i tą samą rzeczą. Zrozumiałby, że podczas, gdy Izrael patrzył swymi zewnętrznymi oczami, wierzy się sercem. Myślę, że doszedłby do wniosku, że wiara jest spojrzeniem duszy na zbawiającego Boga.

Gdyby to zobaczył, wspomniałby inne fragmenty, które czytał wcześniej, a ich znaczenie objawiłoby się jak powódź. „Spójrzcie na Niego, promieniejcie radością, a oblicza wasze nie zaznają wstydu” /Ps.34.6/. „Do Ciebie wznoszę me oczy, który mieszkasz w niebie. Oto jak oczy sług są zwrócone na ręce ich panów i jak oczy służącej na rękę jej pani, tak oczy nasze ku Panu, Bogu naszemu, dopóki się nie zmiłuje nad nami” /Ps.123.1-2/ Oto człowiek szukający litości patrzy prosto na miłosiernego Boga i nie spuszcza z Niego oczu, aż dozna zmiłowania. Również nasz Pan zawsze patrzył na Boga. „Spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom”. /Mat.14.19/ Rzeczywiście, Jezus nauczał tego, że gdy dokonywał swych dzieł, zawsze miał swe wewnętrzne oczy nakierowane na Swego Ojca. Jego moc pochodziła z ciągłego spoglądania na Boga. /Jn.5.19-21/

W pełnej zgodzie z tymi paroma cytowanymi tekstami znajduje się cała zawartość natchnionego Słowa. List do Hebrajczyków, wzywając nas do podjęcia biegu życia, streszcza to w słowach: „Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala”. /Hbr.12.2/ Z tego dowiadujemy się, że wiara nie jest jednorazowym aktem, lecz jest ciągłym spoglądaniem serca na Bożą Trójcę.

A więc wiara jest nakierowaniem uwagi serca na Jezusa. Jest to wznoszenie się umysłu, aby „zobaczyć Baranka Bożego” i nigdy nie ustającym patrzeniem na Niego przez resztę naszego życia. Na początku może to być trudne, ale będzie to coraz łatwiejsze, w miarę jak będziemy niewzruszenie patrzeć na Jego cudną Osobę w uciszeniu i bez napięcia. Różne rzeczy odrywające uwagę mogą nam przeszkadzać, ale gdy serce jest całkowicie Jemu oddane, wówczas po każdym krótkim oderwaniu się od Niego, nasza uwaga będzie znów powracać i koncentrować się na Nim, jak wędrujący ptak, który powraca do swego gniazda.

Chciałbym szczególnie podkreślić to oddanie się, ten wielki dobrowolny akt, który nastawia serce, by pragnęło zawsze spoglądać na Jezusa. Bóg przyjmuje tę chęć jako nasz wybór, i ma wzgląd na tysiące przeszkód, które w tym złym świecie nie dają nam spokoju. Pan wie, że mamy serca nakierowane na Jezusa. Wiedząc o tym możemy pocieszać się, że kształtuje się w nas przyzwyczajenie duszy, które po pewnym czasie stanie się rodzajem duchownego odruchu nie wymagającego żadnego świadomego wysiłku.

Wiara jest cnotą zwracającą najmniej uwagi na siebie. Z natury nie jest świadoma swego istnienia. Tak jak oko, które widzi wszystko, co jest przed nim, a nie widzi siebie, tak i wiara zajmuje się Przedmiotem, na który jest nakierowana i nie zwraca żadnej uwagi na siebie. Gdy spoglądamy na Boga, nie widzimy siebie samych – oto błogosławione wyzbycie się siebie. Człowiek, który wytęża swoje siły, aby być czystym i nie osiąga niczego poza kolejnymi upadkami, doświadczy prawdziwej ulgi, gdy przestanie cerować swoją duszę i zacznie spoglądać na Tego, który jest doskonały. Podczas, gdy będzie spoglądać na Chrystusa, wszystkie rzeczy, które przez tak długi czas starał się bezskutecznie rozwiązać, zaczną się w nim rozwiązywać. To Bóg będzie sprawiać w nim chcenie i wykonanie.

Wiara sama w sobie nie jest żadną zasługą. Cała zasługa tkwi w tym Jedynym, na którego wiara jest skierowana. Wiara z powrotem kieruje nasz wzrok we właściwą stronę, odwraca nasz wzrok od nas samych, a. kieruje na Boga. Grzech skierował nasz wzrok na nas samych i doprowadził do oddawania chwały sobie samemu. Niewiara postawiła własne „ja” tam, gdzie powinien być Bóg i jest niebezpiecznie bliska grzechu Lucyfera, który powiedział: „Powyżej gwiazd Bożych postawię mój tron”. /Iz.14.13/ Wiara spogląda na zewnątrz, a nie do wewnątrz i podporządkowuje temu całe życie.

To wszystko może wydawać się zbyt proste. Lecz nie musimy się z tego tłumaczyć. Dla tych którzy chcą wspinać się po pomoc do nieba lub zejść do piekła, Bóg mówi: „…słowo to jest blisko ciebie, na twoich ustach i w sercu twoim. A jest to Słowo wiary…” /Rzym.10.8/. Słowo nakłania nas, abyśmy podnieśli swoje oczy na Pana, a wtedy zacznie się wspaniałe działanie wiary.

Gdy wznosimy nasze wewnętrzne oczy do Boga, mamy pewność, że spotkamy przyjazne spojrzenie, ponieważ napisane jest, że oczy Pana spoglądają na całą ziemię. /2Krn.16.9/ Naszym praktycznym przeżyciem staje się: „Ty, Boże, widzisz mnie”./Ps.139/ Gdy wypatrujące oczy duszy napotkają na oczy patrzącego Boga, wtedy niebo zaczyna się już na ziemi.

Czterysta lat temu Mikołaj z Kuzy napisał tak: „Gdy całe moje dążenie kieruję na Ciebie, to dlatego, że całe Twoje dążenie jest skierowane na mnie. Gdy kieruję całą moją uwagę tylko na Ciebie i spoglądam na Ciebie nie odwracając oczu moich myśli, to dlatego, że Ty obejmujesz mnie Swą ciągłą uwagą. Gdy kieruję swoją miłość tylko do Ciebie, to dlatego, że Ty, który sam jesteś Miłością, właśnie do mnie się zwróciłeś. I czym, Panie, byłoby moje życie, gdyby Twoja dobroć z taką miłością mnie nie objęła?”

Chciałbym powiedzieć coś więcej o tym Bożym człowieku sprzed wieków. Dzisiaj niewielu chrześcijan o nim słyszało, a nawet wśród współczesnych fundamentalistów jest całkiem nieznany. Czuję, że moglibyśmy się dużo nauczyć choć trochę poznawszy ludzi o podobnym smaku duchowym i sposobie chrześcijańskiego myślenia, który oni reprezentują.

Literatura chrześcijańska, aby mogła być przyjęta i uznana przez duchownych naszych czasów, musi bardzo ściśle zgadzać się z ich kierunkiem myślenia i od przyjętej linii nie może się ani odrobinę odchylać. Pół wieku takiego trendu w Ameryce doprowadziło nas do samozadufania i samozadowolenia. Z niewolniczym oddaniem naśladujemy się wzajemnie i nasze największe wysiłki podejmujemy w tym kierunku, by mówić te same rzeczy, które mówią wszyscy dokoła a mimo to znajdujemy usprawiedliwienie, by to mówić przez wprowadzenie jakiejś małej bezpiecznej odmiany uznanego tematu lub co najwyżej jakiejś nowej ilustracji.

Mikołaj z Kuzy był prawdziwym naśladowcą Chrystusa, kochającym Pana, promiennym i jasnym w swym oddaniu się Osobie Jezusa. Jego teologia była prawowierna, a jednocześnie miła i wonna jak wszystko, co pochodzi z Jezusa, tak, jak się można tego spodziewać. Jego koncepcja życia wiecznego, na przykład, jest piękna sama w sobie, i jeśli się nie mylę, jest bliższa w swym duchu słowom z Ewangelii Jana 17.3 niż to, co jest obecnie rozpowszechnione wśród nas. Mikołaj mówi, że życie wieczne „jest tylko Tym błogosławionym spojrzeniem, którym nieustannie spoglądasz na mnie, i dostrzegasz nawet ukryte sekrety mej duszy. Twoje spojrzenie daje życie, nieustannie udziela słodkiej Twej Miłości, zapala mnie Twą Miłością udzielając mi miłości, zapalając mnie – karmi; karmiąc, wzbudza moje pragnienie, wzbudzając moje pragnienie zmusza mnie do picia rosy radości, a przez picie napełnia mnie źródłem życia, a napełniając sprawia, by ono rosło i trwało”.

Jeśli więc wiara jest spoglądaniem serca na Boga, i jeśli to spoglądanie jest tylko wznoszeniem wewnętrznych oczu, by napotkać na wszystko widzące oczy Boga, wtedy jest to rzecz najłatwiejsza do zrobienia. Chciałbym być jak Bóg, by uczynić tę najważniejszą rzecz łatwą i umieścić ją w zasięgu możliwości dla najsłabszego i najbiedniejszego z nas.

Z tego wszystkiego można wyciągnąć kilka wniosków: Na przykład – prostota wiary. Jeśli wiara jest spoglądaniem, można to zrobić bez żadnego specjalnego wyposażenia religijnego lub specjalnych przyborów. Bóg zadbał, by to, od czego zależy życie lub śmierć; nigdy nie podlegało kaprysom przypadku. Narzędzie można złamać lub zgubić, woda może wycieknąć, książki mogą spłonąć, kaznodzieja może się spóźnić albo budynek kościelny może się spalić. W stosunku do duszy wszystkie te rzeczy są zewnętrzne i podlegają przypadkowemu lub mechanicznemu zniszczeniu. Lecz spoglądanie na Boga jest sprawą serca i z powodzeniem może to czynić każdy człowiek, niezależnie od tego czy stoi czy klęczy, czy też leży na łożu śmierci oddalony o tysiące kilometrów od jakiegokolwiek kościoła.

Jeżeli wiara jest spoglądaniem, to można to czynić w każdym czasie. Żadna pora roku nie jest lepsza od innej, jeśli chodzi o tę najmilszą czynność. Bóg nigdy nie uzależniał zbawienia od nowiów księżyca, świąt czy sabatów. W dzień Wielkiej Nocy człowiek nie jest bliżej Chrystusa, niż, powiedzmy, w sobotę 3 sierpnia lub w poniedziałek 4 października. Dopóki Chrystus siedzi na tronie jako Pośrednik, dopóty każdy dzień jest dobry i każdy dzień jest dniem zbawienia.

W tej wspaniałej sprawie zawierzenia Bogu również miejsce nie odgrywa roli. Gdy tylko wzniesiesz swe serce i pozwolisz mu oprzeć się na Jezusie, od razu znajdziesz się w sanktuarium, choć może będzie to wagon sypialny, fabryka czy kuchnia. Możesz oglądać Boga z każdego miejsca, jeśli tylko postanowisz miłować i słuchać Go.

Ktoś może zapytać: „Czy to, o czym mówisz, nie odnosi się do pewnego rodzaju ludzi, takich jak duchowni i zakonnicy, którzy z uwagi na charakter swojego powołania więcej czasu poświęcają na spokojną medytację? Jestem zapracowany i mam mało czasu na samotność.” Jestem szczęśliwy, że mogę powiedzieć, iż życie, które opisuję, jest dla każdego dziecka Bożego, niezależnie od powołania. Faktycznie zaś, jest to codzienne praktyczne doświadczenie wielu zapracowanych ludzi i jest osiągalne dla wszystkich.

Wielu odkryło tajemnicę, o której mówię, bez większego zastanawiania się nad tym, co się w nich dzieje i nadal ciągle praktykują zwyczaj wewnętrznego spoglądania na Boga. Wiedzą, że coś wewnątrz ich serc spogląda na Boga. Nawet wtedy, gdy muszą swą świadomą uwagę skierować na światowe czynności, wewnątrz nich ciągle jest to tajemnicza wspólnota. A gdy choć na chwilę ich uwaga oderwie się od koniecznych zajęć, od razu biegnie znowu do Boga. Jest to świadectwem wielu chrześcijan, tak wielu, że gdy to mówię, wydaje mi się, jakbym kogoś cytował, choć nie mogę powiedzieć, od kogo to słyszałem lub jak wielu to powiedziało.

Nie chcę pozostawiać wrażenia, że zwykłe środki łaski nie mają wartości, z całą pewnością mają. Indywidualne modlitwy powinien praktykować każdy chrześcijanin. Dłuższe chwile rozważania Biblii oczyszczają nasz wzrok i nadają mu kierunek. Uczęszczanie do kościoła powiększy naszą perspektywę i wzmocni miłość do bliźnich. Usługiwanie, praca i uczynki – wszystko jest dobre i każdy chrześcijanin powinien w tym brać udział. Ale podstawą nadającą tym wszystkim rzeczom znaczenie będzie wewnętrzny „nawyk” oglądania Boga. Nowa para oczu (można to tak nazwać) rozwinie się w nas, umożliwiając patrzenie na Boga, choć w tym samym czasie nasze zewnętrzne oczy będą widzieć przemijające sceny z tego świata.

Ktoś może się obawiać, że powiększamy ponad miarę indywidualną stronę religii, że Nowotestamentowe „my” zamieniamy na samolubne „ja”. Czy jednak zdałeś sobie sprawę z tego, że sto fortepianów dostrojonych wzajemnie do jednego kamertonu jest automatycznie dostrojonych wzajemnie do siebie? Nastrojone są zgodnie i jednakowo nie do siebie nawzajem, ale do jednego wzoru, do którego każdy musi się nagiąć. Tak więc, gdy stu wierzących spotyka się razem i każdy spogląda na Chrystusa, wówczas w swych sercach są bliżej siebie niż mogliby to uczynić, starając się osiągnąć bliższą społeczność między sobą, pomijając dążenie do bliższej wspólnoty z Bogiem. Społeczna religijność staje się doskonalsza, gdy religijność indywidualna staje się czystsza. Ciało staje się mocniejsze, gdy jego członki są zdrowsze. Cały Kościół Boży korzysta, gdy poszczególne członki zaczynają szukać lepszego i wyższego życia.

Wszystko to, co zostało powiedziane zakłada, że nastąpiła prawdziwa pokuta i całkowite oddanie życia Bogu. Nie trzeba o tym wspominać, bo tylko ta osoba, która to uczyniła, była w stanie doczytać do tego miejsca.

Gdy przyzwyczajenie wewnętrznego spoglądania na Boga utwierdzi się w nas, będziemy wprowadzeni na nowy poziom duchowego życia, bardziej zgodny z obietnicami Bożymi i duchem Nowego Testamentu. Trójca Święta będzie naszym mieszkaniem nawet wtedy, gdy nasze stopy będą stąpać nizinnymi drogami zwykłych obowiązków wśród ludzi. Wtedy stwierdzimy, że naprawdę odnaleźliśmy summum bonum (najwyższe dobro) życia. „Jest źródło wszelkich rozkoszy, jakich tylko się pragnie, ani ludzie, ani aniołowie nie mogą wymyślić niczego lepszego, ani też nic lepszego nie może istnieć, w żadnej innej formie życia. ponieważ jest to absolutny szczyt wszystkich pragnień, a większego już być nie może”.

Panie, usłyszałem dobre słowo zapraszające mnie, aby spojrzeć na Ciebie i znaleźć zaspokojenie. Moje serce pragnie odpowiedzieć, ale grzech tak zasłonił mój wzrok, że widzę Cię jak przez mgłę. Proszę, oczyść mnie w Swej drogocennej Krwi tak, bym z odsłoniętymi oczami mógł patrzeć na Ciebie przez wszystkie dni mej pielgrzymki na ziemi. Wtedy będę gotowy ujrzeć Cię w pełnym blasku w dniu Twego objawienia, abyś był uwielbiony w Swych świętych i podziwiany przez wszystkich, którzy uwierzyli. Amen.

Autor i źródło : Aiden Wilson Tozer (1897 – 1963) z książki Szukanie Boga

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *