Poznanie Boga „Wszechobecność” A. W. Tozer

Rozważania

„Gdzież się oddalę przed Twoim duchem? Gdzie ucieknę od Twego oblicza?” (Psalm 139. 9)

W całym nauczaniu chrześcijańskim można znaleźć pewne podstawowe prawdy, które, choć czasami zakryte i będące raczej założeniem tylko, niż uznanym faktem, są tak niezbędne, jak podstawowe kolory do namalowania obrazu. Taką prawdą jest wszechobecność Boga.

Bóg mieszka pośród Swego stworzenia i wszędzie Go można zobaczyć w Jego dziełach. Bardzo śmiało mówią o tym prorocy, apostołowie i ogólnie jest to przyjęte w chrześcijańskiej teologii. Ta prawda pojawia się więc w książkach, ale z jakiegoś powodu nie zapadła do wnętrza serca przeciętnego chrześcijanina na tyle, by mogła stać się częścią jego wiary. Chrześcijańscy nauczyciele obawiają się pełnych implikacji wynikających z tej prawdy, i jeżeli w ogóle o niej wspominają, to w taki sposób, aby zanim nabierze ona jakiegoś znaczenia, uległa zatarciu. Wydaje mi się, że przyczyną tego jest obawa przed posądzaniem o panteizm. Lecz doktryna o Bożej wszechstronności z całą pewnością nie jest panteizmem.

Błąd panteizmu jest zbyt oczywisty, aby mógł kogoś zwieść. Zakłada on (panteizm), że Bóg jest sumą wszystkich stworzonych rzeczy. Przyroda i Bóg to jedno i to samo, tak więc każdy, kto dotyka liścia lub kamienia, dotyka Boga. Takie rozumowanie oczywiście zmniejsza chwałę Niezniszczalnego Bóstwa, a dążenie do nadania boskości wszystkim rzeczom całkowicie usuwa Boga ze świata.

Prawda jest taka, że chociaż Bóg mieszka w swoim świecie, jest jednak od niego oddzielony poprzez nigdy nieprzekraczalną przepaść. Chociaż można Go bardzo blisko zidentyfikować z dziełem Jego rąk, niemniej jednak dzieło to jest i wiecznie będzie inne od Niego, a On sam pozostanie jako poprzedzający i niezależny od swojego stworzenia. Jest ponad całym stworzeniem, choć jest w nim obecny.

A jakie bezpośrednie znaczenie dla chrześcijanina ma ta boska wszechobecność? Takie, że Bóg jest tutaj. Gdziekolwiek jesteśmy, Bóg jest tutaj. Nie ma i nie może być takiego miesiąca, gdzie On byłby nieobecny. Każdy z dziesięciu milionów ludzi, stojących w różnych, nieprawdopodobnie odległych od siebie miejscach, może powiedzieć tak samo prawdziwie, że Bóg jest tutaj. Żaden punkt nie leży bliżej Niego niż drugi. Nikt nie znajduje się bliżej lub dalej od Boga.

W te prawdy wierzą wszyscy chrześcijanie. Nic nam nie pozostaje, jak tylko przemyśleć na nowo i modlić się o zrozumienie tych prawd.

„Na początku Bóg”. Nie materia, ponieważ sama nic nie może spowodować. Potrzebuje wcześniejszej przyczyny, i Bóg jest tą Przyczyną. Nie prawo przyrody, bo prawo przyrody – to tylko nazwa kierunku, w którym wszelkie stworzenie podążą. Kierunek trzeba zaplanować, a Planistą jest Bóg. Nie rozum, bo rozum jest też rzeczą stworzoną i musi mieć Stwórcę. Na początku Bóg, przez nic nie powodowana Przyczyna powstania materii, rozumu i praw przyrody. Od tego musimy zacząć.

Adam zgrzeszył i w szalonej panice chciał zrobić to, co jest niemożliwe: próbował ukryć się przed Obliczem Bożym. Dawid musiał również mieć przedziwne myśli próbując uciec sprzed Oblicza Pana, ponieważ napisał: „Gdzież się oddalę przed Twoim duchem? Gdzie ucieknę od Twego oblicza?” /Ps. 139,7/ A potem w swoim psalmie, jednym z najpiękniejszych, opiewa chwałę boskiej wszechobecności. „Gdy wstąpię do nieba, tam jesteś, jesteś przy mnie; gdy się w Szeolu położę. Gdybym przybrał skrzydła jutrzenki, zamieszkał na krańcu morza, tam również Twa ręka będzie mnie wiodła i podtrzyma mię Twoja prawica”/Ps.139.8-10/. Dawid wiedział, że Boża obecność i Boże widzenie stanowi to samo, że ta widząca Obecność była z nim zanim się narodził, patrzyła na tajemnicę poczęcia jego życia. Salomon z uniesieniem wołał: „Czyż jednak naprawdę zamieszka Bóg z człowiekiem na ziemi? Przecież niebo i najwyższe niebiosa nie mogą Cię objąć, a tym mniej ta świątynia, którą zbudowałem”? /2Krn.6.18/ Paweł zapewniał Ateńczyków, że: „… w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas, w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”/Dz.Ap.17.7.28/.

Jeśli Bóg jest obecny w każdym punkcie przestrzeni, jeśli nie możemy iść tam, gdzie by Go nie było, dlaczego więc Jego Obecność nie jest powszechnie uznawanym i honorowanym faktem? Patriarcha Jakub na pustyni odpowiedział na to pytanie. Zobaczył wizję Boga i w zachwyceniu wołał: „Prawdziwie Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem”. /Rodz.28,16/.

Jakub nigdy, choćby przez najmniejszą chwilę nie był poza zasięgiem Jego Wszechobecności; ale nie wiedział o tym. Ludzie nie wiedzą, że Bóg jest tutaj. Ach, cóż to byłaby za różnica, gdyby o tym wiedzieli?

Jego Obecność i objawienie się Jego Obecności to nie to samo. Może być pierwsze, a nie być drugiego. Bóg jest tutaj, gdy my nie jesteśmy tego świadomi. Bóg objawia się tylko wtedy, gdy jesteśmy świadomi Jego Obecności. Z naszej strony musi zaistnieć stan poddania się Duchowi Bożemu, bo właśnie Jego zadaniem jest pokazanie nam Ojca i Syna. Jeżeli z Nim współdziałamy, okazując pełne miłości poddanie się, Bóg się nam sam objawi, a to objawienie się sprawi, że powstanie różnica pomiędzy formalnym tylko życiem chrześcijańskim, a życiem promieniującym pełnym blaskiem Jego Oblicza. /Wyj.34.5/

Bóg jest zawsze i wszędzie obecny, i zawsze chce się nam objawić. Każdemu chce objawić się nie tylko jako Ten, który istnieje, ale także takim, jakim jest. Nie trzeba było nalegać, by objawił się Mojżeszowi. „A Pan zstąpił w obłoku i (Mojżesz) zatrzymał się koło Niego, i wypowiedział imię Jahwe”./Wyj.34.5/ Pan nie tylko w sposób słowny ogłosił swój charakter, ale i objawił Mojżeszowi Samego Siebie tak, że skóra na jego twarzy lśniła nadprzyrodzonym blaskiem. Będzie to wspaniały moment dla wielu z nas, gdy zaczniemy wierzyć, że Boże obietnice o objawieniu się Jego Samego są rzeczywiście prawdziwe. Pan obiecał wiele, ale nie więcej niż naprawdę zamierza uczynić.

Nasze szukanie Boga przynosi rezultat tylko dlatego, że On sam zawsze chce się nam objawić. Objawienie się ludziom nie polega na tym, że Bóg przychodzi gdzieś z daleka do duszy człowieka tylko na chwilową i krótką wizytę. Takie rozumowanie jest mylne. Przybliżanie się Boga do duszy, i odwrotnie, nie może być rozumiane w sensie przestrzennym. W myśli tej nie ma żadnego pojęcia odległości fizycznej. Nie chodzi tu o długość mierzoną w kilometrach, lecz o praktyczne doświadczenie.

Mówienie o bliskości Boga lub o oddalaniu się od Niego oznacza stosowanie tego wyrażenia w sensie odnoszącym się do naszych ludzkich, zwykłych relacji. Człowiek może powiedzieć: „Czuję, że mój syn zbliża się do mnie w miarę, jak dorasta”, a jednak jego syn mieszkał z nim od chwili urodzenia i nigdy w całym swoim życiu nie był poza domem dłużej niż dzień lub dwa. Cóż więc ten ojciec miał na myśli? Miał na myśli to, że chłopiec coraz więcej go poznaje w sposób osobisty i lepiej go rozumie, że bariery myślowe i uczuciowe pomiędzy nimi znikają, i że ojciec z synem coraz bardziej łączą się w sercach i myślach.

Tak więc, gdy śpiewamy na przykład: „Przyciągnij mnie, bliżej i bliżej, błogosławiony Panie”, nie mamy na myśli przestrzeni, ale mówimy o bliskości przyjaźni. Modlimy się o to, aby nasza. świadomość wzrastała, modlimy się o bardziej doskonałą świadomość Bożej Obecności. Nie musimy nigdy wołać poprzez pustą przestrzeń do nieobecnego Boga. Jest On bliżej niż nasza własna dusza, bliżej niż najskrytsze myśli.

Dlaczego niektórzy „odnajdują Boga” w sposób, w jaki inni nie mogą? Dlaczego Bóg objawia Swoją Obecność tylko niektórym, a wielu innym pozwala, by borykali się w połowicznym i niedoskonałym przeżyciu chrześcijańskim? Oczywistą rzeczą jest to, że wola Boża jest taka sama dla wszystkich. Nie ma On ulubieńców w swym domu. Nigdy nie uczynił nic dla kogoś, czego by nie uczynił dla wszystkich swoich dzieci. Różnica bierze się nie z Boga, ale z nas.

Weźmy choćby jakichkolwiek dwudziestu wielkich świętych, których życie i świadectwo są powszechnie znane. Mogą to być albo postacie biblijne, lub dobrze znani chrześcijanie z czasów późniejszych. Zaskoczy nas fakt, że nie byli oni podobni do siebie.

Czasami różnica była tak duża, że aż bardzo rzucała się w oczy. Na przykład, jak bardzo różnił się Mojżesz od Izajasza; jak niepodobni byli do siebie Eliasz i Dawid; jak bardzo różnili się od siebie Jan i Paweł, święty Franciszek i Luter, Finney i Tomasz a’Kempis. Różnią się oni od siebie tak, jak różni się ludzkie życie, różne rasy, narodowości, wykształcenie, temperament, przyzwyczajenia i osobiste wartości. A jednak wszyscy oni, każdy w swoim czasie, w którym żył, chodzili po wysokiej ścieżce duchowego życia, wznoszącej się ponad drogą przeciętności.

Różnice musiały być przypadkowe i w oczach Boga bez znaczenia. Podobni byli do siebie pod jednym istotnym względem. Co to było?

Zaryzykuję sugestię, że ich jedną wspólną, ważną cechą była wrażliwość duchowa. Było w nich coś otwartego na niebo, coś, co kierowało ich do Boga. Bez jakiejkolwiek próby głębokiej analizy po prostu wiem, że posiadali duchową świadomość, i że ciągle ją rozwijali, aż stała się największą sprawą ich życia. Od przeciętnej osoby odróżniali się tym, że gdy poczuli wewnętrzną tęsknotę, wówczas podejmowali jakieś działania; nie pozostawali obojętni. W ciągu całego swego życia nabrali zwyczaju reagować duchowo. Nie byli nieposłuszni niebieskiemu widzeniu /Dz.26.19/ Tak jak Dawid trafnie to określa: „O Tobie mówi moje serce: Szukaj Jego oblicza! Szukam o Jahwe, Twojego oblicza” /Ps.27.8/

Tak, jak źródłem wszelkiego dobra w życiu ludzkim jest Bóg, tak samo źródłem duchowej wrażliwości jest Bóg. Na tym polega suwerenność panowania Boga, a czują ją nawet ci, którzy w niewystarczający sposób podkreślają to w swej teologii. Pobożny Michał Anioł wyznał to w swym sonecie:

Moje bezradne serce jest bezużyteczną gliną, bo samo z siebie nie może się nakarmić.

Tyś jest nasieniem dobrych i świętych dzieł, które wschodzą do życia, gdy dajesz rozkaz. Dopóki nie pokażesz nam Swej prawdziwej drogi, żaden człowiek jej nie znajdzie. Ojcze, Ty Sam musisz nas prowadzić!

Słowa te zastępują wszelkie rozprawy na temat głębokości i powagi świadectwa tego wielkiego chrześcijanina.

Ważne jest, by rozpoznać, że Bóg w nas działa, a jednak ostrzegam przed zbyt wielkim zajęciem się tą myślą. Może bowiem doprowadzić do całkowitej bierności. Bóg nie uczyni nas odpowiedzialnymi za zrozumienie tajemnicy wybrania, przeznaczenia i niezależności Bożego panowania. Najlepszą i najbezpieczniejszą drogą do rozwikłania tych prawd jest wzniesienie oczu do Boga z głęboką czcią i powiedzenie: „O Panie, Ty wiesz”. Rzeczy te należą do głębokiej i tajemnej Wielkości Wszechwiedzy Bożej. Wdzieranie się w te tajemnice może uczynić z nas teologów, ale nigdy świętych.

Wrażliwość to nie pojedyncza rzecz, a raczej złożone połączenie kilku elementów w duszy. Jest to pokrewieństwo, skłonność, czuła reakcja, pragnienie posiadania. Można z tego wywnioskować, że są tego różne odcienie, że może to mieć rozmaite, większe lub mniejsze natężenie, w zależności od poszczególnej osoby. Ćwiczenie może je wzmocnić, zaniedbanie – stłumić. Nie jest to niezależna od nas, przemożna siła spadająca na nas z góry. Jest to rzeczywiście dar od Boga, lecz należy go rozpoznać i zatroszczyć się o niego tak, jak o inne dary, jeśli ma osiągnąć cel, dla jakiego był dany.

Jeśli się tego nie zrozumie, stanie się to przyczyną niezwykle groźnego błędu popadnięcia we współczesną, formalną religijność. Myśl o dbaniu i ćwiczeniu, tak ważna dla świętych ludzi w przeszłości, nie znajduje teraz miejsca w całym naszym religijnym świecie. Jest zbyt mało atrakcyjna, zbyt pospolita. Domagamy się teraz błyskotliwości i szybkiej dramatycznej akcji. Pokolenie chrześcijan wyrastających wśród guzików i automatów niecierpliwi się na powolniejsze i mniej bezpośrednie metody osiągania celów. Próbujemy zastosować maszynowe, zmechanizowane metody w naszych stosunkach z Bogiem. Szybko czytamy jeden rozdział z Pisma świętego, krótko modlimy się i pośpiesznie biegniemy dalej, mając nadzieję nadrobienia naszego wewnętrznego bankructwa pójściem na nowe nabożeństwo, lub słuchaniem wzruszających opowieści przygód misjonarza, który ostatnio wrócił z daleka.

Tragiczne skutki tego odbijają się na naszym stanie duchowym. Płycizna życia, puste filozofie religijne, szukanie elementów rozrywkowych na nabożeństwach, gloryfikowanie ludzi, opieranie się na zewnętrznej religijności, kultywowanie na wpół religijnych społeczności, stosowanie kupieckich metod, błędne traktowanie energicznego charakteru człowieka jako działanie w mocy Ducha Świętego. Te i podobne rzeczy są oznakami fatalnej dolegliwości, głębokiej i poważnej choroby duszy.

Za tę naszą okropną chorobę nie jest odpowiedzialny ktoś jeden szczególnie, ale i żaden chrześcijanin nie jest wolny od winy. Wszyscy dołożyliśmy starań bezpośrednio lub pośrednio, do tego smutnego stanu rzeczy. Byliśmy zbyt ślepi, by widzieć, zbyt bojaźliwi, by mówić, lub też zadowoleni z siebie, by pragnąć czegoś lepszego niż tylko nędznej i pospolitej strawy, którą inni wydają się być usatysfakcjonowani. Innymi słowy, zaakceptowaliśmy przekonania innych, naśladowaliśmy życie innych, a doświadczenia innych stały się naszymi wzorcami. Tak więc przez pokolenia wszystko szło w dół. Teraz osiągnęliśmy głęboką dolinę pełną piasku i spalonej trawy, a co najgorsze, zmieniliśmy Słowo Prawdy tak, by pasowało do naszych przeżyć, i przyjęliśmy tę nędzną dolinę jako wspaniałe pastwisko.

Potrzeba zdecydowanego serca i czegoś więcej niż odrobiny odwagi, by wyrwać się i uwolnić z uchwytu naszych czasów i wrócić na drogi biblijne. Lecz to daje się zrobić. Zarówno w przeszłości, jak i teraz, chrześcijanie musieli to czynić. Historia odnotowała wiele takich powrotów na dużą skalę, prowadzonych przez takich ludzi, jak święty Franciszek, Marcin Luter czy Jerzy Fox. Niestety, obecnie wydaje się, że nie ma takich ludzi. Czy można spodziewać się takiego szerokiego powrotu przed przyjściem Chrystusa, czy też nie, jest pytaniem, co do którego chrześcijanie nie są w pełni zgodni, ale nie jest to dla nas teraz ważne.

Co Bóg w Swej potędze może jeszcze uczynić na skalę światową, tego nie wiem. Lecz co On chce uczynić dla zwykłego szukającego Go człowieka, co do tego jestem przekonany, że wiem i mogę o tym powiedzieć innym. Niech tylko człowiek szczerze nawróci się do Boga, niech tylko zacznie ćwiczyć się w pobożności, niech szuka wzrostu swojej duchowej wrażliwości, w zaufaniu, posłuszeństwie i pokorze, a rezultaty przejdą wszelkie oczekiwania, jakie mógł mieć podczas lat chudych i słabych, .

Każdy człowiek, który przez pokutę i szczery powrót do Boga wyrwie się z trzymających go szablonów i zacznie szukać dla siebie duchowych wzorców w samej Biblii, będzie zachwycony tym, co tam znajdzie.

Powtórzmy raz jeszcze: Wszechobecność Boga jest faktem. Bóg jest tutaj. Cały wszechświat żyje dzięki Jego życiu. Nie jest On nieznanym i obcym Bogiem, ale bliskim Ojcem naszego Pana Jezusa Chrystusa, którego miłość przez tysiące lat obejmowała nas grzesznych ludzi. On zawsze próbuje zwrócić naszą uwagę, próbuje objawić się, porozumieć się z nami. A w nas jest zdolność poznania Go, jeśli tylko odpowiemy na Jego próby zbliżenia się (I to jest to, co nazywamy szukaniem Boga!). Będziemy Go coraz bardziej poznawać w miarę, jak nasza wrażliwość będzie się doskonalić przez wiarę, miłość i praktyczne używanie.

O, Boże i Ojcze, pokutuję za moje grzeszne, przesadne zajęcie się widzialnymi rzeczami. Zbyt dużo tego świata jest przy mnie. Ty byłeś tutaj, a ja nie wiedziałem. Byłem ślepy na Twą Obecność. Otwórz moje oczy, abym mógł Cię zobaczyć we mnie i wokół mnie. Proszę w Imieniu Jezusa Chrystusa. Amen.

 

Autor i źródło : Aiden Wilson Tozer (1897 – 1963) z książki Szukanie Boga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *