Zimny popcorn

Na ostrzu pióra

 

W dzisiejszych czasach dostrzegam coraz więcej analogii między zborami, kościołami, cerkwiami, a kinami lub teatrami. Mam wrażenie, że dużo wierzących udaje się do zborów, by „coś” przeżyć, odprężyć się, rozemocjonować i… wyjść. Kazanie ma cieszyć ucho, uwielbienie oko i ucho, modlitwy mają doprowadzać do łez. Nie jestem przeciwnikiem dobrych kazań, dobrze wykonywanych pieśni, czy szczerych modlitw, ale od kilku lat widzę tendencję, że to wszystko jest wyreżyserowane i to całkiem świadomie przez liderów zborów i grane przez nas – zborowników.

Uzasadniając stanowisko, posłużę się przykładem filmów, którymi jesteśmy wręcz zasypywani, a które traktują o tematyce, służącej finalnie do pozornego umoralniania: ukazują siłę dobra, porozumień, wzajemnego szacunku, miłości itd. Ze strony popkulturowej taki morał to najczęściej pewnik. Jak sprawa wygląda z Kościołem?

Myślę, że nie pomylę się, jeśli napiszę, iż słyszymy z ust kaznodziejów, modlących się ludzi lub podczas śpiewania pieśni, dokładnie te same prawdy. Problem zaczyna się w momencie kiedy duchowny staje się „reżyserem” swojej społeczności, nie prowadzi swych wiernych jak owce, które jest gotowy zasłonić własną piersią, choćby miał stracić zdrowie, reputację, czy nawet życie. Woli za to światła jupiterów i posłuch u ludzi. Spora część duchownych zamiast bycia duszpasterzami w drodze do Pana, wybiera drogę bycia reżyserem wielkich spektakli i ciągnięcia z niego materialnych zysków i popularności, przed czym Pan Jezus nas przestrzega (Ew. Mateusza 23:1-36), co przynieść może straszne konsekwencje (Ks. Ozeasza 4:1,6-9).

Mówią to, co ludzie chcą słyszeć, a nie to co powinni słyszeć i ktoś mógłby mi zaprzeczyć twierdząc, że gaszę ducha i sieję ferment, że jestem pesymistą i boję się nowości sądząc ludzi. Posłużę się więc fragmentem II listu do Tymoteusza: Uciekaj zaś przed młodzieńczymi pożądaniami, a zabiegaj o sprawiedliwość, wiarę, miłość, pokój – wraz z tymi, którzy wzywają Pana czystym sercem.  Unikaj natomiast głupich i niedouczonych dociekań, wiedząc, że rodzą one kłótnie. A sługa Pana nie powinien się wdawać w kłótnie, ale [ma] być łagodnym względem wszystkich, skorym do nauczania, zrównoważonym.  Powinien z łagodnością pouczać wrogo usposobionych, bo może Bóg da im kiedyś nawrócenie do poznania prawdy  i może oprzytomnieją i wyrwą się z sideł diabła, żywcem schwytani przez niego, zdani na wolę tamtego.  A wiedz o tym, że w dniach ostatnich nastaną chwile trudne.  Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, wyniośli, pyszni, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi,  bez serca, bezlitośni, miotający oszczerstwa, niepohamowani, bez uczuć ludzkich, nieprzychylni,  zdrajcy, zuchwali, nadęci, miłujący bardziej rozkosz niż Boga.  Będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy. I od takich stroń.  (II L. do Tym. 2:22-3:6).

Drugim przypadkiem są ludzie uczęszczający na nabożeństwa. Tutaj z kolei dostrzegam rodzące się coraz dokładniej analogie, wskazujące na to, że tak jak w filmach są często jak aktorzy, którzy grają relacje z pozostałymi zborownikami, by po zejściu ze sceny lub z planu filmowego być zupełnie innymi osobami. Znika charakteryzacja, znika maska, aktor staje się jednym z nas. Okazuje się nagle, że ma takie same wady jak my, o których posiadanie nigdy nikogo byśmy nie podejrzewali: potrafi obgadać, okłamać, naciągnąć, wmówić. Często (o zgrozo) nie wyznaje tych samych prawd, które stara się co niedzielę, przedstawić swoją grą widzom. Cóż… scenariusz jest najlepszy jaki być może – Pismo Święte, ale to nie ma znaczenia, jeśli nasi bracia lub siostry lub ja i Ty gramy, a nie żyjemy Słowem naprawdę. Do czego więc prowadzi sytuacja tak pesymistycznie przeze mnie nakreślona? Dochodzimy do momentu, w którym mamy wiele „kasowych produkcji” i fanów każdej z nich, których fanatyzm prowadzić może do wzajemnego braku szacunku, niezrozumienia, arogancji i pogardy. Czy o to chodziło Panu Jezusowi, gdy zakładał swój Kościół? Paweł dobrze pisał o takich sytuacjach: 3Ciągle przecież jeszcze jesteście cieleśni. Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku? 4 Skoro jeden mówi: „Ja jestem Pawła”, a drugi: „Ja jestem Apollosa”, to czyż nie postępujecie tylko po ludzku? 5 Kimże jest Apollos? Albo kim jest Paweł? Sługami, przez których uwierzyliście według tego, co każdemu dał Pan. 6 Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost. 7 Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost – Bóg. (I L. do Kor. 3:3-7).

Kończąc już to krótkie rozważanie pragnę przytoczyć pewną myśl…. Znając widzów i wiedząc, że jako ogół chcą ciągle czegoś nowego, obawiam się że liderzy kościołów tłumacząc zmiany „unowocześnianiem” Kościoła świadomie lub nie znajdą się w błędnym kole, w którym zborownikom nigdy nie będzie dane dogodzić, bo będą chcieli coraz więcej i więcej… aż na końcu część z nich rzuci to wszystko i wyjdzie mówiąc, że idą na inny film, bo tu jest zimny popcorn, bo za szybko stygnie. Nabożeństwo w wielu miejscach staje się wielkim blockbusterem, na którym masz się dobrze bawić i hojnie zapłacić za bilet, a wszelkie udogodnienia są do dokupienia. Pan Jezus i Jego poznanie schodzą na plan dalszy. Nie pozwólmy nigdy, by Kościół stał się kinem, czy teatrem. Żyjmy każdy z nas słowem, które Pan wypowiedział do proroka Ezechiela: Jeśli powiem bezbożnemu: „Z pewnością umrzesz”, a ty go nie upomnisz, aby go odwieść od jego bezbożnej drogi i ocalić mu życie, to bezbożny ów umrze z powodu swego grzechu, natomiast Ja ciebie uczynię odpowiedzialnym za jego krew (Ks. Ez. 3:18). 

Jan Szczepański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *