Spracowani i obciążeni

Na ostrzu pióra

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy zapracowani i przeciążeni, Ja wam zapewnię wytchnienie.” Mt 11,28

Stwierdziłem ze zdziwieniem, że był to chyba pierwszy werset, którego nauczyłem się na pamięć. Kiedy zacząłem chodzić do zboru ojciec zabierał mnie do przodu, a na kazalnicy wisiała makatka właśnie z tym tekstem. Nudząc się czytałem czasem kilkanaście razy właśnie ten zacytowany werset. Utkwił on tak w mojej świadomości, że już nie uznawałem go za interesujący kaznodziejsko, aż pewnego dnia zwrócił moją uwagę.

„Przyjdźcie do mnie…”, takie wezwanie nie jest jeszcze powodem, dla którego miałbym przyjść do Jezusa. W dzisiejszych czasach słyszymy wiele różnych wezwań. Wsłuchując się w te nawoływania można powiedzieć, że wybór jest ogromny i dlaczego akurat Jezus miałby być tą najlepszą z propozycji.

„Wszyscy zapracowani i przeciążeni…”, to już jest jakiś argument. Grono pracoholików powiększa się z dnia na dzień. Spracowania nikomu dziś nie brakuje. Co pewien czas jesteśmy alarmowani, że wzrasta umieralności mężczyzn i kobiet, wynikająca z przepracowania. Rzeczywiście dziś niektórzy patrzą na pracę jak na przekleństwo, które niszczy wiele etycznych wartości człowieka. Odwoływanie się do moralności w pracy jest głosem wołającego na puszczy. Zawsze na tym polu rządziły brutalne prawa, ale dziś cwaniactwo, bezwzględność, oszustwo, wyzysk człowieka przez człowieka stały się chyba normą. Uczciwy, rzetelny pracodawca może być uznawany za egzotyczny okaz. Sloganem staje się określenie „brutalizacja życia” i to w każdej dziedzinie. Ludzie są zmęczeni, mają dosyć wojen na górze i na dole.

„Ja wam zapewnię wytchnienie”, to jest oferta, która musi wzbudzić zainteresowanie, pobudzić do myślenia. Możemy zadać sobie pytanie, ale jaka jest cena? Pracodawca chce nas mieć dyspozycyjnych w każdym czasie. Większość marzy o pracy, w której odpocznie i dobrze jeszcze zarobi. Propozycja wytchnienia musi budzić zainteresowanie, ale i podejrzenia.

Czas wakacji, urlopów wykorzystajmy by odnaleźć wytchnienie przy Bożym Słowie, w relacjach z wierzącymi. Pozwólmy sobie na luksus autentycznego wypoczynku fizycznego i duchowego odbudowania swojego życia z Jezusem. Chrystus chce nas mieć do swojej dyspozycji przez 24 godziny. Chce byśmy byli dyspozycyjni jako wierzący. Nie religijni z dziada pradziada, ale wierzący w Boga, w zmartwychwstałego Jezusa Chrystus, w Ducha Świętego każdego dnia, nie tylko w niedzielę lub okolicznościowe święta.

Wiara w Jezusa Chrystusa to zawód – CHRZEŚCIJANIN.

Nieuczciwością jest zwiastowanie, które obiecuje, że bycie wierzącym jest sielskim anielskim życiem bez problemów, kłopotów, łez, zmartwień, troski o przeżycie, pasmem nieustających sukcesów. Takie poselstwo jest dobre dla lekkoduchów i leniów. Chrześcijaństwo jest odpowiedzialnością za życie, decyzje, pracę.

Życie nie jest zabawą, to jest brutalna walka, albo ty zwyciężysz albo ciebie zwyciężą. Musisz być twardy, a brzemię, to diabelskie jarzmo, przygniata cię coraz bardziej do ziemi. Jednak praktyczne życie chrześcijańskie nie jest tylko pobożnym życzeniem. Ono jest możliwe, jest piękne i osiągalne, gdy chcemy podporządkować się Bożej zachęcie.

„Zdjąłem brzemię z barków twoich.” Ps 81,7

Czasem wędrujemy zgarbieni pod ciężarem rzeczy nieprzydatnych, rupieci, których nazbieraliśmy do naszego życiowego kosza. Bóg przychodzi i chce przeprowadzić inwentaryzację w Twoim koszu, pomiędzy świecidełkami twojego życia, ale nie chcesz się poddać oszacowaniu, zdaniem Twoim dóbr, które nie nadają się do niesienia. Do królestwa Bożego nie wniesiesz swojego balastu, śmieci, dlatego Ap. Paweł mówi:

„Niech każdy uważa, jak buduje. …czy ktoś na tym fundamencie buduje ze złota, srebra, drogich kamieni, z drewna, siana czy słomy.” 1Kor 3,12

Bóg zainteresowany jest tym by uwolnić nasze ręce od niesienia rzeczy zbędnych, których niesiemy nadmiar, a my płaczemy mówiąc; „ale to jest moje”. Bóg da nam brzemię do dźwigania, które będzie miało wartość a zarazem będzie lekkie. Mamy być zapracowani dla Pana a jednak mieć wytchnienie. Brzemię, które daje Bóg jest lekkie, a więc jeśli odczuwasz ciężar, powiadasz, że być chrześcijaninem to tak bardzo ciężko i przykro, tzn., że niesiesz śmieci, a nie Boże jarzmo – bo ono jest miłe.

Jeśli nie działa twoja wiara w praktyce, jeśli czytane Słowo z Biblii pozostaje tylko literą, to znaczy, że może opierasz się na pożyczonej wierze. Spodobało Ci się czyjeś życie, czyjś przykład. Możesz coś zrobić, nie możesz żyć z procentów innych, ale możesz żyć życiem Jezusa Chrystusa.

Zwyczajowy czas urlopów wykorzystajmy dla fizycznej regeneracji sił i znajdźmy wytchnienie dla skołatanej życiem duszy. Miejmy pogłębiony refleksją nad Biblią czas duchowego wytchnienia.

Prezb. Zdzisław Józefowicz

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *