Poznanie Boga „Skosztujcie i zobaczcie…” A. W. Tozer

Rozważania

Psalm 34, 9

Przeszło dwadzieścia pięć lat temu Canon Holmes, przebywający w Indiach, zwrócił uwagę na dedukcyjny charakter wiary przeciętnego człowieka w Boga. Dla większości ludzi Bóg stanowi wniosek, a nie rzeczywistość. Jest On dedukcją z dowodów uważanych przez ludzi za adekwatne, ale osobiście nie jest znany przez poszczególne jednostki. „On musi istnieć” – mówią – „dlatego wierzymy w Niego”.

Niektórzy nawet nie dochodzą do takich wniosków, znają Go tylko z opowiadań. Nigdy nie zadali sobie trudu, by tę sprawę samemu przemyśleć, tylko słyszeli o Nim od kogoś i w swych umysłach uwierzyli w Niego, przyjmując równocześnie różne bezwartościowe informacje, które razem tworzą całość ich wyznania wiary. Dla wielu innych Bóg jest tylko lepszą nazwą dobra, piękna czy prawdy, prawa życia czy wreszcie stwórczym początkiem wszystkich rzeczy.

Wszystkich takich pojęć dotyczących Boga jest dużo i są one bardzo różne, a tych którzy je podtrzymują, cechuje jedna wspólna rzecz: osobiście nie przeżyli poznania Boga. Możliwość intymnego poznania Boga nie dotarła do ich umysłów. Choć uznają, że On istnieje, nie myślą jednak o Nim jako o Tym, którego można znać, tak jak którego można znać, tak jak, znamy inne rzeczy i ludzi.

Chrześcijanie z całą pewnością posuwają się dalej, przynajmniej w teorii. Ich wyznanie wymaga, by wierzyć w Osobę Boga, nauczono ich też modlić się: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie”. Używanie słów „osobowość” i „ojcostwo” zakładają, że istnieje możliwość poznania Go osobiście. To, jak przypuszczam, jest uznawane teoretycznie, tym nie mniej jednak dla wielu milionów chrześcijan Bóg nie jest bardziej realny niż dla niewierzących. Całe życie próbują kochać jakiś swój ideał i być lojalnym względem niego dla samej zasady.

W przeciwieństwie do wszystkich tych zamglonych i niewyraźnych pojęć stoi jasna biblijna nauka mówiąca o tym, że Boga można poznać osobiście. Biblię przepełnia Osoba pełna Miłości, przechadzająca się między drzwiami ogrodu i wdychająca miłą woń z każdej jego części. Zawsze obecna jest Osoba: żywa, mówiąca, prosząca, miłująca, działająca i objawiająca Samego Siebie, zawsze i wszędzie, o ile tylko Jego lud osiągnął zdolność niezbędną do przyjęcia Jego objawienia.

Biblia zakłada jako coś zupełnie oczywistego, że ludzie mogą poznać Boga w taki sam bezpośredni sposób, jak poznają inne rzeczy czy osoby, które spotykają w życiu. Te same słowa użyte są do wyrażania znajomości Boga, jak i do wyrażania wiedzy o rzeczach fizycznych. „Skosztujcie i zobaczcie jak dobry jest Pan /Ps.34,9/ „Wszystkie twoje szaty pachną mirrą, aloesem, /Ps.45.9/ „Moje owce słuchają mego głosu” /Jn.10,27/ „błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” /Mat.5,8/ Są to tylko cztery fragmenty Słowa Bożego z niezliczonej liczby przykładów. Ale ważniejszym faktem niż jakikolwiek udowadniający tekst jest to, że całe Pismo święte ukierunkowane jest na tę prawdę.

To wszystko prowadzi do jednego tylko wniosku, że wewnątrz naszych serc mamy narządy, przy pomocy których możemy poznać Boga tak samo, jak przy pomocy pięciu zmysłów możemy poznawać inne rzeczy. Świat fizyczny poznajemy ćwicząc zdolności, które mamy dane do tego celu. Mamy również duchowe zdolności do poznawania Boga i świata duchowego, jeśli tylko poddamy się pobudzeniu Ducha Świętego i zaczniemy ich używać.

Z góry zakładamy, że w sercu musi się dokonać najpierw dzieło zbawienia. Zdolności duchowe nieodrodzonego człowieka leżą uśpione w jego naturze, nieużywane i martwe. Ten paraliż dotknął nas poprzez grzech. Mogą one być ożywione do aktywnego życia przez działanie Ducha Świętego, gdy narodzimy się na nowo. Jest to jedna z bezmiernych korzyści, jakich dostępujemy przez zbawcze dzieło Chrystusa dokonane na krzyżu.

Lecz jeśli chodzi o odkupione dzieci Boże, dlaczego tak mało wiedzą o tej normalnej na co dzień i świadomej wspólnocie z Bogiem, jaką oferuje Pismo święte? Odpowiedzią na to jest nasza chroniczna niewiara. Tylko wiara umożliwia funkcjonowanie naszych duchowych zmysłów. Gdzie wiara jest niedoskonała, tam wynikiem będzie wewnętrzna nieczułość i odrętwienie na sprawy duchowe. Liczba takich chrześcijan jest dzisiaj ogromna. Nie trzeba żadnego dowodu na poparcie tego stwierdzenia. Wystarczy tylko spotkać się z jakimś chrześcijaninem lub wejść do pierwszego napotkanego kościoła, by uzyskać dowody.

Duchowe Królestwo jest dookoła nas, otacza nas, obejmuje nas całych, sięga do wnętrza naszej istoty i czeka, byśmy Je zauważyli i uznali. Sam Bóg czeka na naszą odpowiedź na Jego Obecność. Ten wieczny świat ożyje dla nas w chwili, gdy zaczniemy dostrzegać i uznawać rzeczywistość jego istnienia.

Użyłem dwóch słów, które wymagają bliższego określenia, jeśli jest to w ogóle możliwe. Muszę przynajmniej wyjaśnić, co mam na myśli używając ich. Są to słowa „uznawać” i „rzeczywistość”.

Co oznacza dla mnie „rzeczywistość”? Jest to coś, co istnieje niezależnie od jakiejkolwiek myśli, i co istniałoby nawet wówczas, gdyby nie było żadnego umysłu, który mógłby coś na ten temat pomyśleć. To, co jest rzeczywiste, istnieje samo w sobie. Nie zależy od oceny obserwatora.

Świadomy jestem faktu, że są tacy, którzy lubią śmiać się z pojęcia rzeczywistości w umyśle przeciętnego człowieka. Śmieją się z nas idealiści, którzy podają niekończące się dowody na to, że poza rozumem nic nie jest realne. Śmieją się relatywiści lubiący pokazać, że we wszechświecie nie ma stałych punktów, na podstawie których można coś określić i zmierzyć. Siedząc na swoich wyniosłych szczytach intelektualnych śmieją się z nas na dole i określają nas, ku własnej satysfakcji, używając pogardliwego słowa „absolutyści”. Szyderstwo nie powinno wytrącić chrześcijanina z równowagi. Może odwzajemnić ten uśmiech, ponieważ wie, że jest tylko jeden Absolut, to znaczy Bóg. Wie też, że ten jeden Absolut stworzył świat dla użytku człowieka i choć nie ma niczego pewnego czy realnego w samym nadaniu ostatecznego znaczenia tym słowom (definicja nie tworzy bowiem ani nie zmienia rzeczywistości, odnosi się to szczególnie do Boga), to jednak dla określenia ludzkiego celu życia wolno nam tak działać, jakby tak było. Z wyjątkiem umysłowo chorych, każdy człowiek tak postępuje. Ci nieszczęśliwi mają też problem z rzeczywistością, ale przynajmniej są konsekwentni. Trzymają się życia w zgodzie z ich pojmowaniem rzeczy. Są szczerzy i dlatego stanowią problem dla społeczeństwa.

Idealiści i relatywiści nie są umysłowo chorzy. Udowadniają swój zdrowy rozsądek żyjąc zgodnie z poczuciem rzeczywistości, którą w swej teorii odrzucają, przy czym opierają się właśnie na tych rzeczach, których braku istnienia dowodzą. Mogliby przynajmniej zdobyć się na więcej uznania dla swego poczucia rzeczywistości, gdyby tylko chcieli według niego postępować, lecz tego szczególnie nie chcą czynić. Ich idee pochodzą z głębi umysłu, a nie z życia. Gdy życie ich dotyka, odrzucają swe teorie i żyją tak, jak inni ludzie.

Chrześcijanin jest zbyt poważny, by bawić się ideami dla nich samych. Nie zadowala się tkaniem babiego lata na pokaz. Jego wiara jest praktyczna. Jego życie jest uzależnione od wiary. Przez wiarę żyje lub umiera, stoi lub upada dla tego świata i przyszłości. A od niepoważnych ludzi odwraca się.

Zwykły, poważny człowiek wie, że świat jest rzeczywisty. Znajduje go, gdy budzi się w nim świadomość, i wie, że nie wymyślił sobie jego istnienia. Ten świat czekał na niego, zanim człowiek się narodził, wie o tym, że gdy będzie się przygotowywał do opuszczenia ziemskiego miejsca, świat ciągle tu będzie, aby go pożegnać. Dzięki głębokiej mądrości życia jest mądrzejszy niż tysiące ludzi, którzy wątpią. Stoi na ziemi, czuje wiatr i deszcz na twarzy, i wie, że jest to prawdziwe. Co dzień widzi słońce i gwiazdy w nocy. Widzi ostre światło błyskawicy wylatującej z burzowej chmury. Słyszy dźwięki natury i płacze z ludzkiego bólu i radości. Wie, że to wszystko jest prawdziwe. W nocy leży na chłodnej ziemi i nie obawa się, że ona zniknie lub zawali się podczas jego snu. Rano grunt nadal będzie pod nim, niebieskie niebo ponad głową, a skały i drzewa wokoło, tak samo jak wtedy, gdy zamykał oczy pierwszej nocy. Tak więc żyje i raduje się rzeczywistością tego świata.

Przy pomocy swych pięciu zmysłów poznaje ten realny świat. Dzięki zdolnościom darowanym mu przez. Boga – Stworzyciela, zdobywa wszystkie rzeczy niezbędne do ludzkiej egzystencji w tym własnym świecie, w którym Bóg go umieścił.

A więc, zgodnie z naszą definicją, Bóg jest również rzeczywisty. Jest absolutnie i całkowicie rzeczywisty, bardziej niż wszystko inne. Wszystkie inne rzeczy prawdziwe są uzależnione od Jego prawdziwości. Ta wielka rzeczywistość – to Bóg. Autor mniejszych i zależnych od Niego rzeczywistości, będących sumą stworzonych rzeczy, włączając nas. Bóg istnieje obiektywnie i niezależnie od jakiejkolwiek myśli, jaką możemy o Nim mieć. Uwielbiające serce nie stwarza sobie Obiektu Chwały. Znajduje Go, gdy budzi się z moralnego upadku o poranku swego narodzenia się z Ducha.

Następne słowo wymagające wyjaśnienia – to „uznać”. Nie oznacza ono „wyobrazić sobie” czy „wymyślić”. Wyobrażenie nie jest wiarą. Wyobrażenia i wiara różnią się od siebie nie tylko formą, ale również są sobie przeciwne. Wyobraźnia tworzy nieprawdziwe obrazy powstałe w umyśle i usiłuje nadać im wartość rzeczywistości. Wiara zaś nie tworzy, po prostu uznaje i polega na tym, co już istnieje.

Bóg i świat duchowy istnieją rzeczywiście. Można na nich tak samo pewnie polegać, jak na świecie wokół nas. Są tam (lub raczej powinniśmy powiedzieć tutaj) rzeczy duchowe przyciągające naszą uwagę i wzbudzające ufność.

Problemem naszym jest to, że w myśleniu mamy złe nawyki. Z przyzwyczajenia myślimy o świecie widzialnym jako rzeczywistym, a wątpimy w rzeczywistość świata duchowego. Nie zaprzeczamy istnieniu świata duchowego, ale wątpimy w jego rzeczywistość w przyjętym znaczeniu tego słowa.

Świat zmysłów codziennie przeszkadza nam w tym przez całe nasze życie. Jest hałaśliwy, natarczywy i ostentacyjny. Nie odwołuje się do naszej wiary, po prostu istnieje, atakując pięć naszych zmysłów, domagając się, aby go przyjąć jako jedyny i prawdziwy. Grzech tak zaślepił oczy naszych serc, że nie możemy zobaczyć innej rzeczywistości, Miasta Bożego, świecącego dokoła nas. Świat zmysłów tryumfuje. Widzialne staje się wrogiem niewidzialnego, doczesne zajmuje miejsce wieczności. Jest to przekleństwo odziedziczone przez każdego człowieka z tragicznej Adamowej rasy.

Wiara w niewidzialne leży u podstaw życia chrześcijańskiego. Cel wiary chrześcijańskiej jest też niewidzialny.

Nasze niewłaściwe myślenie pod wpływem ślepoty naszych naturalnych serc i wszechstronności rzeczy widzialnych stara się przeciwstawić to, co duchowe, temu co jest rzeczywiste. Ale w zasadzie taki kontrast nie istnieje. Jest kontrast, lecz gdzie indziej, pomiędzy rzeczywistym a wymyślonym, pomiędzy duchowym a materialnym, ale nigdy między duchowym a rzeczywistym. To, co jest duchowe, też jest rzeczywiste.

Jeśli chcemy wejść w sferę światła i mocy, do czego zachęca nas Słowo Boże, musimy zerwać ze złym przyzwyczajeniem lekceważenia tego, co duchowe. Musimy skierować naszą uwagę nie na to, co jest widzialne, ale na to, co jest niewidzialne. Tą wielką niewidzialną Rzeczywistością jest Bóg. „…Przystępujący bowiem do Boga musi wierzyć, że Bóg jest i wynagradza tych, którzy go szukają”/Hbr.11.6/ Jest to podstawa życia wiary. Stąd możemy wznosić się na nieograniczone wysokości. „Wierzycie w Boga?” – powiedział nasz Pan Jezus Chrystus – „i we Mnie wierzcie” /Jn.14.1/. Bez pierwszego nie może być drugiego.

Jeżeli naprawdę chcemy iść z Bogiem, musimy chcieć należeć do innego świata. Mówię to dobrze wiedząc, że wielu ludzi tego świata używało tych słów z lekceważeniem i stosowało je w odniesieniu do chrześcijan jako oznakę pogardy. Niech i tak będzie. Każdy musi sobie wybrać swój świat. Jeśli my, którzy jesteśmy uczniami Jezusa Chrystusa, znając wszystkie przedstawione nam fakty i wiedząc, o co nam chodzi, chcemy wybrać Królestwo Boga jako sferę naszych zainteresowań, nie widzę powodu, dla którego ktoś miałby temu się sprzeciwiać. Jeśli na tym stracimy, strata będzie nasza. Jeśli zaś zyskamy, nikogo przez to nie ograbimy. Ten „inny świat”, który jest obiektem pogardy dla tego świata, i o którym pijacy śpiewają szydercze piosenki, jest naszym starannie wybranym celem i przedmiotem świętego pragnienia.

Ale musimy unikać częstego błędu odsuwania tego „innego świata” na przyszłość. Nie należy on do przyszłości, ale do teraźniejszości. Istnieje obok świata fizycznego, a drzwi pomiędzy nimi są otwarte. „Wy natomiast, przystąpiliście” – mówi autor Listu do Hebrajczyków i używa przy tym wyraźnie czasu teraźniejszego – do góry Syjon, do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zebranie, do Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach, do Boga, który sądzi wszystkich, do duchów sprawiedliwych, które już doszły do celu, do Pośrednika Nowego Testamentu – Jezusa, do pokropienia krwią, która przemawia mocniej niż krew Abla.” /Hbr.12.22-24/ Wszystkie te rzeczy są przeciwstawione dotykalnej górze i grzmiącym trąbom, i dźwiękowi słów, który można usłyszeć /Hbr.12.18,19/. Czyż więc nie możemy z całą pewnością wywnioskować, że tak jak rzeczywistość góry Synaj poznaje się zmysłami, tak samo rzeczywistość góry Syjon poznaje się duszą? Nie jest to jakaś sztuczka wyobraźni, ale bezpośrednia prawda. Dusza ma oczy, by widzieć i uszy, by słyszeć. Są one słabe, bo nie były używane, ale ożywione życiodajnym dotknięciem Chrystusa osiągną zdolność widzenia ostro i słyszenia bardzo wyraźnie.

W momencie, gdy skoncentrujemy się na Bogu, w naszych wewnętrznych oczach rzeczy duchowe nabiorą kształtu. Posłuszeństwo wobec słów Chrystusa doprowadzi nas do wewnętrznego objawienia się nam Boskości (por Jn.14,21-23). Da nam to wyraźną zdolność spostrzegania, umożliwiającą oglądanie Boga, jak to mówi obietnica dana czystemu sercu. Ogarnie nas nowa świadomość Boga i zaczniemy smakować, słyszeć, i wewnętrznie odczuwać Boga, który jest naszym życiem i naszym wszystkim. Będziemy ciągle widzieć światło oświecające każdego człowieka przychodzącego na świat. Coraz bardziej, w miarę jak nasze zdolności poznawcze staną się wyraźniejsze i pewniejsze, Bóg stanie się dla nas wielkim Wszystkim, a Jego Obecność będzie chwałą i cudem naszego życia.

O Boże, obudź do życia wszystkie moce mieszkające we mnie, abym mógł posiadać rzeczy wieczne. Otwórz me oczy, bym mógł widzieć. Obdarz mnie wyraźną duchową zdolnością poznawania. Pomóż mi zakosztować Ciebie i poznać, że jesteś dobry. Niech niebo będzie dla mnie bardziej realne niż kiedykolwiek były rzeczy ziemskie. Amen.

 

Autor i źródło : Aiden Wilson Tozer (1897 – 1963) z książki Szukanie Boga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *