Niechlubna przypadłość stolikowa

Na ostrzu pióra

 

Wielkimi krokami zbliża się święto upamiętniające Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Jest to niezwykły dzień ze względu na dar łaski i odkupienia naszych win, jakie otrzymaliśmy przez wiarę w naszego Zbawiciela. Jak co roku, w niedzielny poranek, rzesze chrześcijan gromadzą na nabożeństwach ku chwale i czci Pana Boga. Śpiewają pieśni, razem modlą się i słuchają mniej lub bardziej pouczających kazań. Wspólna kawa i ciastko…, a przy kawie plotki, ploteczki. Czy jest to zachowanie dzieci Bożych? Czy tego uczył nas Pan Jezus? Oczywiście, że nie, więc dlaczego notorycznie bierzemy udział w plotkowaniu?

Obmawianie jest zdecydowanie zbyt częstym zjawiskiem, które niestety nie omija nas, chrześcijan. Ze wstydem przyznam, że niejednokrotnie sama daję się ponieść fali wzburzenia, kiedy omawiana sytuacja dotyka również mnie. „Powiedziałem/am prawdę”, „Muszę to z siebie wyrzucić”, „Przecież mówię to dla jej/jego dobra” i inne zwroty tego typu regularnie padają z naszych ust. Brzmią one jak tanie usprawiedliwienie dla zaspokojenia egoistycznej potrzeby poplotkowania na czyjś temat. Wystarczy naprawdę niewiele wysiłku, aby taką rozmowę zainicjować. Trudniej jednak ją zakończyć. Niewielu z nas potrafi się opanować. Często bywa tak, że kiedy osoby niebiorące udziału w żywej dyskusji podejmują próby zwrócenia uwagi plotkarzom, sami obrywają po uszach. Brzmi to jak scenariusz polskiego paradokumentu emitowanego na Polsacie, niestety jest to przykra prawda.

Słowo Boże mówi tak: „Kto twierdzi, że jest w Świetle, a nienawidzi swojego brata, właściwie nie wyszedł z ciemności. W Świetle trwa ten, kto kocha swego brata. W takiej osobie nie ma też nic, co mogłoby dla innych stać się przyczyną upadku. Kto natomiast nienawidzi swojego brata, tkwi w ciemności i w niej się porusza. Człowiek ten nie wie, dokąd zmierza, gdyż ciemność dotknęła jego oczu.” (1. List Jana 2, 9-11). Plotkowanie na czyjś temat nie jest aktem miłości. Wręcz przeciwnie – udowadnia, że nie potrafimy kochać innych ludzi tak bardzo, jak kochamy samych siebie. Czy nie właśnie tego uczył nas Pan? „A On mu odpowiedział: Masz kochać Pana, swojego Boga, całym swoim sercem, z całej swojej duszy i każdą swoją myślą. To jest najważniejsze i pierwsze przykazanie. Drugie zaś podobne temu, brzmi: Masz kochać swojego bliźniego tak, jak samego siebie. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy.” (Ew. Mateusza 22, 37-40). Nawet jeśli ktoś zawinił wobec mnie, nie daje mi to przyzwolenia na obmawianie go za plecami. Nie lepiej tego przeboleć i puścić w niepamięć, choćby dla spokoju swojego sumienia? Rzecz jasna, nie mam tu na myśli ignorancji. Tak ciężko przychodzi nam przebaczenie, że blisko nam do zachowania dłużnika, któremu zostało darowane dziesięć tysięcy talentów, a nie sam potrafił umorzyć długu wartości ledwo stu denarów.

Z przykrością można stwierdzić, że w dzisiejszych czasach wielu chrześcijan uważa, że skoro raz kiedyś pokutowali przed Panem i otrzymali odpuszczenie win, już więcej nie muszą tego robić. Jest to błędne myślenie. Każdy dzień jest zarazem polem nieustannej walką duchowej, jak i szansą do pozytywnej zmiany, a naśladowanie Pana Jezusa jest niemożliwe bez przyznawania się do swoich błędów i naprawiania tego, co się nimi zburzyło. Opanujmy się więc i walczmy z plotkarstwem, zaczynając najpierw od siebie. Od innych wymagać jest prościej. Zadajmy sobie jednak pytanie, czego wymaga od nas Pan Bóg.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *